sobota, 28 listopada 2020

Rozdział 3 - Profesor Snape człowiek zagadka

     Hermiona z ulgą zatrzasnęła drzwi. Żar, jaki lał się z nieba, był nie do zniesienia, a podobno upały mają utrzymać się jeszcze przez tydzień. Zrzuciła z nóg buty i oddychając radośnie, dotknęła gołymi stopami chłodnych płytek. Krzywołap leniwie mruknął pod nosem coś na wzór powitania i odwrócił łepek w drugą stronę. Dziewczyna automatycznie wyciągnęła z lodówki zimną wodę, napełniła nią szklankę i wrzuciła wcześniej pokrojoną w plasterki cytrynę. Zimny płyn ochłodził jej wnętrze, a ona z ulgą usiadła przy stole.


    - Nie zgadniesz, kogo dziś spotkałam! - spojrzała na kota, ale ten nawet nie podniósł na nią wzroku. Nie przejmując się humorkiem towarzysza, kontynuowała – Profesora Snape'a! - Krzywołap otworzył złote oczy, spoglądając na właścicielkę. - A widzisz? - uśmiechnęła się. – Sama bym nie pomyślała, że przeżył!


    Zrzuciła z siebie sukienkę i weszła pod strumień chłodnej wody. Po orzeźwiającym prysznicu, który dodał jej energii, wróciła do salonu, gdzie czekał na nią niespodziewany gość. Na stole siedziała śnieżnobiała sowa, należąca do Harry'ego, łudząco przypominającą dawną Hedwigę. W dziobie trzymała list, dumnie wypinając pierś, jakby była niezwykle zadowolona z otrzymanego zadania.


    - Dziękuje – chwyciła list i pogłaskała sowę po główce.


    Sowa spojrzała na nią z wdzięcznością i po chwili zamoczyła dzióbek w chłodnej miseczce wody, którą postawiła na stole Hermiona. Krzywołap nie mógł pogodzić się z innym osobnikiem przebywającym z nim pod jednym dachem, więc prychnął na sowę i wyszedł z salonu, wysoko zadzierając ogon. Sówka nie zwróciła nawet najmniejszej uwagi na kota, cały czas sącząc chłodną wodę z miseczki. Hermiona pokręciła głową z niedowierzaniem na poczynania swojego pupila, po czym chwyciła kopertę, siadając w fotelu.


Droga Hermiono!

Rozmawiałem z Ginny na temat Twojego listu (nie złość się na mnie Mionka), i uznaliśmy, że powinnaś wpaść do nas w wolny weekend. Dobrze Ci to zrobi, a może koszmary miną? Zobaczysz, będzie świetnie jak za dawnych lat! Ron też pewnie do nas wpadnie. Super byłoby posiedzieć razem przy kremowym piwie.

Pytałem parę zaufanych osób w Ministerstwie, którzy prowadzą sprawę Twoich rodziców. Niestety nie mają żadnego tropu. Tak mi przykro Mionka. Obiecuję, że moi ludzie nie przestaną pracować nad tym, dopóki nie odnajdziemy Twoich rodziców całych i zdrowych.

Pamiętaj, czekamy z Ginny i Tedem na Ciebie!

Ściskam,

Harry


    Poczuła, jak coś przyjemnie rozpłynęło się w okolicy serca. Chwyciła za pióro i zaczęła pisać krótki list do przyjaciela, a kiedy go skończyła, odłożyła go na stolik, i wyszła na balkon, opierając się o lekko nagrzaną balustradę. Słońce właśnie zaszło za chmury, przez co ludzie mogli, chociaż na chwilę odetchnąć z ulgą. Spojrzała w dół na przechodniów, obserwując spokojną ulicę. Jej myśli zaczęły schodzić na całkiem inny tor. Nie wiedząc czemu, zaczęła myśleć o profesorze. Jak udało mu się przeżyć i dlaczego ukrywał się przez ten cały czas?


    Po śmierci profesor Snape został odznaczony Orderem Merlina Pierwszej Klasy, a wiele osób zmieniło o nim zdanie. Jakiej śmierci, on wciąż żyje, pomyślała. Harry od czasu, gdy ujrzał jego wspomnienia, zmienił radykalnie zdanie o niegdyś znienawidzonym nauczycielu. Teraz czuł ogromny szacunek do tego mężczyzny, który przez te wszystkie lata chronił go. Hermiona westchnęła smętnie. Profesor Snape... człowiek zagadka.





~*~


Dni zmieniały się w tygodnie, od kiedy Hermiona widziała pierwszy i ostatni raz profesora Snape'a. Zaczęła się nawet zastanawiać czy przypadkiem to spotkanie w księgarni nie było wytworem jej wyobraźni, bo przecież widziała jak mężczyzna, umierał we Wrzeszczącej Chacie, a po wojnie słuch po nim zaginął. Nigdy nawet nie zastanawiała się, gdzie może być jego ciało po rzekomej śmierci. W obliczu tamtych wydarzeń taka myśl odsunięta była na zupełnie inny tor.


Zdarzyło się jej kilkukrotnie, odpłynąć w smętny wir rozmyślań o mężczyźnie. Po tym krótkim, lecz intrygującym spotkaniu zastanawiała się, czy profesor Snape mieszkał w tej okolicy, czy był w mieście przypadkiem. Chociaż Hermiona mieszkała tu już od roku, nigdy nie spotkała nikogo z magicznego świata.


Schowała pęk kluczy do torebki, ostatni raz rzuciła okiem na księgarnię i ruszyła w stronę swojego mieszkania. Było po godzinie osiemnastej, a słońce wciąż mocno prażyło, męcząc wszystkich tą pogodą. Minęła jedną kawiarnię, drugą i w końcu zatrzymała się przed dość sporym lokalem. Przyjrzała się kafejce od zewnątrz i nie mając planów na ten wieczór, postanowiła spędzić tam trochę czasu. Przekroczyła próg i od razu uderzyło ją chłodne powietrze klimatyzacji. Odetchnęła z ulgą.


- Dzień dobry, co dla pani? - młoda kasjerka spojrzała na nią znad okularów, posyłając lekki uśmiech.

- Poproszę kawę mrożoną – położyła odliczoną kwotę na blacie i zaczęła rozglądać się wokół.


Miejsce miało charakter samo w sobie, przy oknach były pojedyncze stoliki, a przy ścianach znajdowały się kanapy i wygodne pufy do siedzenia. Z głośników wydobywała się przyjemna dla uszu muzyka, a w całym pomieszczeniu dało się wyczuć pobudzający zapach mielonej kawy.


- Halo, proszę pani? Ehm... - Hermiona usłyszała chrząknięcie i odwróciła się w stronę trochę niezniecierpliwionej baristki. – Pytałam, czy na wynos, czy na miejscu.


Dziewczyna ponownie rozejrzała się i zobaczyła jedyne wolne krzesło, jednak stolik był już zajęty. Chyba nie będzie problemu, jak na chwilę się dosiądę, pomyślała.


- Chyba znalazłam stolik. To na miejscu będzie.

- Proszę – postawiła przed nią wysoką szklankę i oddaliła się do następnego klienta.


Hermiona podeszła do stolika w rogu sali, które chyba było najbardziej odizolowanym miejscem w całej kawiarni. Osoba zajmująca ten stolik czytała gazetę, z czego nie mogła się zorientować, czy jest to kobieta, czy może mężczyzna.



- Przepraszam czy mogłabym się dosiąść na chwilę? - powiedziała bardzo miłym i spokojnym głosem - Nigdzie nie ma wolnego miejsca, a na dworze jest tak parno i duszno, że nie da się wytrzymać.

- Śledzisz mnie, panno Granger? - mężczyzna opuścił gazetę, a ona poczuła dziwne skrępowanie zaistniałą sytuacją.

- Oh! Profesor Snape. - kogo jak kogo, ale jego się nie spodziewała.

- Panna Granger – powiedział cichym i spokojnym głosem – Nie stój, jak kołek soli. Siadaj.

- Dziękuje profesorze – poczuła się troszkę niezręcznie. Zerknęła na mężczyznę i przez ułamek sekundy przeszło jej przez myśl, że wygląda bardzo gustownie. Ubrany był w białą koszulę. Dwa a może trzy guziczki były odpięte, ukazując nagi tors. Przez chwilę ich spojrzenia się spotkały, jednak dziewczyna odwróciła szybko wzrok, karcąc się w myślach. - Nie ma nawet co porównywać do Ognistej Whisky, prawda? - kiwnęła głową na szklaneczkę ze złotym płynem, którą trzymał w dłoni.

- Jeśli nie ma, coś się lubi, to się lubi, co się ma – odpowiedział i zamoczył usta w alkoholu.

- Mieszka tu pan gdzieś w okolicy? - palnęła, zanim zdążyła ugryźć się w język. Właściwie nie wiedziała, do czego ta informacja miałaby się jej przydać.

Wydaje mi się, że nie powinno to pani interesować, panno Granger – powiedział ostro, tak jak przypuszczała. Poczuła się tak głupio, że jedyne czego chciała to zapaść się pod ziemię.

- Bardzo dobra kawa. - zamoczyła usta w mrożonym płynie.

- Czyżby Panna-Wiem-To-Wszystko nie wiedziała, co odpowiedzieć? - zerknęła na niego, a na jego wąskich ustach pojawił się wredny uśmieszek.

- A pan jak zwykle ma najwięcej do powiedzenia – mruknęła pod nosem.

- Słyszałem Granger – odłożył na blat stołu pustą już szklankę, po czym spojrzał na zarumienioną twarz dziewczyny.

- Oh czy pan nie może mówić do mnie po imieniu? - rzuciła poirytowana. - Przecież nie jesteśmy w szkole!

- Nie widzę takiej potrzeby. Do widzenia – spojrzała na wstającego od stołu mężczyznę. Poczuła lekkie ukłucie zawodu, ale w sumie czego mogła się spodziewać po tym czarodzieju.

- Do widzenia, profesorze Snape – ostatnie dwa słowa podkreśliła naprawdę mocno, ale nie dane jej było zauważyć irytacji na twarzy mężczyzny, albowiem opuścił już lokal. - Cały Snape. – mruknęła sama do siebie.


Wypiła do końca kawę mrożoną i po chwili zauważyła na stoliku leżące klucze. Nie myśląc, co robi, rzuciła się w pogoń za mężczyzną. Wybiegła na ulicę i zaczęła nerwowo rozglądać się wokół i zaledwie po chwili zauważyła czarnowłosego po drugiej stronie ulicy. Przebiegła przez nią i dogoniła mężczyznę, łapiąc go za ramię. Poczuła pod palcami dreszcz, a jakiś dziwny prąd przeleciał wzdłuż kręgosłupa. Trwało to zbyt krótko, by mogła się nad tym zastanowić, albowiem czarodziej odwrócił się na pięcie, wyrywając się z uścisku.



- Czego?! - warknął przez zęby.

- Profesorze... bo...

- No czego chcesz ode mnie Granger? Czego? - poczuła, jak kuli się w sobie. Nie spodziewała się po byłym nauczycielu takiego wybuchu złości. – Przez tyle czasu żyłem sobie spokojnie, a musiałaś się pojawić TY! Na każdym kroku spotykam ciebie! Wielka przyjaciółka Pottera! – skrzywił się tak, jakby ugryzł cytrynę. – Co mnie tak wypytujesz? No, po jakiego Merlina? Jedna sensacja, że żyje to za mało? Oczekujesz ich więcej?

- Ale ja wcale... - poczuła napływające do oczu łzy.

- Daj mi spokój głupia dziewucho – miał już odchodzić, kiedy złapała go ponownie za rękę i wcisnęła mu w dłoń pęk kluczy.

- Zostawił pan – powiedziała cicho. Spojrzał na nią tym swoim przenikliwym spojrzeniem, od którego wzdłuż całego kręgosłupa przemknęły nieprzyjemne dreszcze. Odwrócił się na pięcie, kompletnie ją ignorując. Zanim zniknął jej z oczu, zebrała w sobie całą złość i krzyknęła za nim: – Wie pan co? Jest pan cholernie zadufanym w sobie dupkiem, profesorze Snape!


Jak szedł, tak stanął nagle i odwrócił się na pięcie. Jedynie co zauważył to oddalającą się sylwetkę kobiety. Zacisnął pięści i odszedł w przeciwległą stronę, zagryzając nerwowo wargę. 




~*~

Dzień dooobry! ♥


Jazz melduje się z gotowym trzecim rozdziałem. Ten jest nieco dłuższy niż dwa poprzednie, ale mogę obiecać, że już kolejne będą odrobinkę dłuższe. Te początkowe rozdziały są takie króciutkie - musicie mi to wybaczyć ♥

Jestem strasznie ciekawa Waszej opinii. Jak się podoba? Co myślicie? Dajcie znać w komentarzu! (Tak między nami, to Wasze komentarze bardzo pobudzają Pana Wenę do pracy hihi ♥)


Kolejny rozdział przewiduje na publikację razem z Narkotykiem, czyli przypadać będzie to na pierwsze dni grudnia. Także uważnie wyczekujcie sowy. Do usłyszenia kochani! 


Całuję, 

Jazz ♥


wtorek, 17 listopada 2020

Rozdział 2 - Cuda się zdarzają

    Temperatura w księgarni zdawała się spaść o dobrych parę stopni. Dziewczyna wybałuszyła oczy niczym pięć galeonów, mrugając po chwili niespokojnie. Dla pewności uszczypnęła się w nadgarstek, jakby to miało rozwiązać całą tę dziwną sytuację. Jednak się pomyliła. Oj i to bardzo.


    - Zamknij usta Granger, bo nie wyglądasz zbyt inteligentnie – poczuła się jak na zajęciach z eliksirów. Ten głos mógł należeć tylko do jednej osoby...

    - Merlinie... profesor Snape? - wyrzuciła chyba z siebie zbyt entuzjastycznie, bo spotkała się z pytającym spojrzeniem mężczyzny. - Pan... pan żyje!

    - Żyję i mam się dobrze – dodał lekko poirytowanym głosem.


    Szybko rzuciła na niego okiem, jakby miała samą siebie przekonać, że profesor, który umierał na jej oczach, wrócił do żywych. Mężczyzna wyglądał jak sprzed dwóch laty - te same kruczoczarne włosy, hebanowe oczy i haczykowaty nos.  Zdecydowanie brakowało przerażającej czarnej szaty. Zamiast niej ubrany był w szarą koszulę z podwiniętymi rękawami aż do łokci i zwykłymi czarnymi spodniami - wyglądał jak przeciętny mugol. Spojrzała na przedramię mężczyzny, ale po Mrocznym Znaku zostały prawie niewidoczne blizny.

    Oczywiście nie pasowała mu ta sytuacja. Nawet w najczarniejszych snach, nie spodziewał się, że spotka byłą uczennicę, a to w dodatku przyjaciółkę Harry'ego Pottera! Tego samego chłopaka, któremu oddał swoje wspomnienia. Poczuł zaplatający się w żołądku supeł. Jeśli chłopak skorzystał z Myśloodsiewnii, a na pewno to zrobił, to musiał się podzielić wspomnieniami z pozostałą dwójką. Przecież Potter nie byłby sobą, gdyby nie wypaplał wszystkiego swoim giermkom. Był pewny, że panna Granger, poznała jego tajemnice, a to nie bardzo mu się podobało.


    - Ale jak to możliwe, profesorze? - spojrzała na niego, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje.

    - Magia, panno Granger, magia.


    Hermiona nie mogła tego pojąć. Przecież widziała go, jak umierał we Wrzeszczącej Chacie. Była tam! Zmarszczyła nos, intensywnie analizując obecną sytuację. Musiała mieć do czynienia z duchem, bo jak inaczej wytłumaczyć to, że człowiek, który powinien być martwy, stał nad nią, jakby gdyby nic się nie stało.


    - Co tu robisz? - zapytał, rozglądając się po księgarni. W osłupieniu była, kiedy zwrócił się do niej na ty. – Mógłbym przysiąc, że będziesz nauczała w Hogwarcie.

    - Ja... ja pracuje tutaj – odpowiedziała, unikając ostrego wzroku mężczyzny.

    - Od kiedy? - oh, a co to za różnica, pomyślała.

    - Od roku, jak się tu przeprowadziłam po ukończeniu szkoły.

    - Byłem tutaj tydzień temu, ale nie widziałem cię.

    - Pan profesor był tutaj? - powtórzyła powoli.

    - To takie dziwne? Ludzie kupują książki – rzucił, patrząc na nią z ukosa.

    - Oh no tak... - dodała, czując zakłopotanie.

    - Była jakaś... starsza kobieta.

    - To pani Morgan, właścicielka.

    - A ty gdzie byłaś? - skąd tyle pytań, pomyślała.

    - W Australii... - spuściła wzrok, udając, że szuka czegoś ważnego w papierach. Poczuła rosnącą gulę w gardle, a oczy napełniły się ponownie łzami. Zajęło jej chwilę, aby uspokoić rozbiegane emocje. Wzięła spokojny wdech. - Przed wojną wymazałam rodzicom pamięć, by uchronić ich przed Voldemortem, teraz... próbuje ich odnaleźć.



    Nie odpowiedział. Patrzył na nią z podziwem? Tak, to chyba dobre słowo. Nie sądził, że była Gryfonka będzie gotowa zrobić tak duży krok, aby ochronić swoją rodzinę. Ciężko było mu się przyznać samemu przed sobą, ale zaintrygowała go.


    - Dasz radę, Granger – przerwał nienaturalną ciszę. Wyciągnął kilka banknotów z portfela, położył je na blacie i chwycił za książkę.

    - Zobaczymy się jeszcze profesorze? - spojrzał na nią jakby spadła z choinki. Ona sama poczuła się nad wyraz głupio. Co jej przyszło do głowy, by zadać tak niemądre pytanie? Mężczyzna obrócił się, spoglądając ostatni raz na kobietę i wyszedł ze sklepu na zalaną słońcem ulice.




~*~

Dzień dooobry! ♥

Po długiej przerwie wracam do Was z nowym rozdziałem. Ta historia Sevmione jest nieco inna niż ta, opisana na Narkotyku. Mimo to mam nadzieję, że również spotka się z Waszym uznaniem!

Jak się podobał rozdział? Jak wrażenia? Jestem strasznie ciekawa Waszej opinii.

Gdyby ktoś zechciał być informowany jako pierwszy o najnowszym rozdziale - zostaw proszę taką informację z kontaktem do siebie w komentarzu. (z chęcią przyjmę maile, będzie to najszybszy sposób komunikacji)


Tęskniłam za Wami!

Całuje, Jazz ♥



niedziela, 22 kwietnia 2018

Rozdział 1 - Strach ma wielkie oczy

    Do tragicznego wypadku doszło tuż nad ranem na obrzeżach miasta, pociąg jadący na trasie... W głowie Hermiony wciąż dudnił głos młodej dziennikarki z kanału czwartego. Tę samą informację podawali także na innych stacjach telewizyjnych czy w radiu. Pokiwała głową, jakby chciała połączyć się w bólu z rodzinami ofiar. To kolejny tak wstrząsający wypadek w przeciągu ostatnich kilku dni.

    Uchyliła zasłonę, spoglądając na budzące się miasto. Słońce szybko wznosiło się w górę, zapowiadając kolejny upalny dzień. Na swoje szczęście księgarnia, w której pracowała, znajdowała się w kamienicy, gdzie było dość przyjemnie, pomimo upałów panujących w mieście. Rzuciła ostatnie spojrzenie na Krzywołapa, który spał jeszcze w fotelu, chwyciła torebkę i wyszła z mieszkania.

    Droga do pracy prowadziła przez park. Czasami był przerażający sam w sobie, ale było tam tak cicho z dala od całego zgiełku ulicznego. Wysokie drzewa zasłaniały słońce, nie pozwalając dostać się jego promieniom, tak jakby park chciał ukryć jakąś tajemnicę. Kobieta uśmiechnęła się pierwszy raz od kilku dni na swój mało inteligentny pomysł. Przeszła przez wysoką, nieco zaniedbaną bramę i znów znalazła się na zalanym przez słońce terenie. Prędko przebiegła przez ulicę i po chwili przekręciła zamek w drzwiach. Podniosła żaluzje księgarni, tabliczkę odwróciła z Zamknięte na Otwarte i poszła na zaplecze, by zaparzyć kubek zielonej herbaty.

    Księgarnia nie była specjalnie duża, ale każdy miłośnik książek mógł znaleźć coś dla siebie. Hermiona włączyła komputer, kasę fiskalną i zaczęła przechadzać się po sklepie, poprawiając książki na wystawie. Dźwięk dzwonka zamontowanego tuż nad drzwiami rozległ się w całym sklepie.

    – Dzień dobry – odezwała się młoda kobieta. Była ubrana w biały top, granatową spódniczkę i czarne tenisówki, a na ramieniu miała zarzucony mały, szary plecak.
    – Dzień dobry. – Hermiona uśmiechnęła się do dziewczyny, która tylko spojrzała na nią przelotnie i zaczęła się rozglądać. – Może mogę w czymś pomóc?
    Dziewczyna spojrzała na nią tak, jakby Hermiona postradała zmysły, jednak odezwała się trochę suchym głosem.
    – W sumie to tak...
    – Szukasz czegoś konkretnego?
    – Horror, najlepiej klasyk. Byleby nie było czarownic i wampirów! – Uniosła ręce w górę, jakby to, co powiedziała, było totalną głupotą.
    – Nie wierzysz w takie rzeczy, co? – zapytała Hermiona, przeglądając tytuły dzieł na jednym z regałów.   
    – No jasne, że nie – żachnęła się młoda kobieta. – To stek bzdur, bajki dla dzieci. A ty?
    – Co ja?   
    – Wierzysz w te wszystkie bajeczki o czarodziejach? Wiesz... hokus-pokus i te sprawy.   
    – No błagam cię. Wyglądam ci na dziecko? – Hermiona spojrzała na nią, jednak żołądek skręcił się boleśnie od tych kłamstw.
    – Jasne, że nie. – Zaśmiała się krótko.
    – Spójrz na opis z tyłu, zobacz czy ci się spodoba, a jak nie...
    – Tak, wiem, wiem, znajdę coś innego – dokończyła za nią. Hermionę trochę już denerwowała ta dziewczyna, ale ugryzła się w język, byle nie powiedzieć czegoś wrednego.
    – I jak? – zapytała po chwili, która trwała dla niej chyba wieczność.
    – No, w porządku będzie... – Przewróciła ją w dłoni kilka razy.
    – Świetnie! – Hermiona powiedziała chyba to zbyt entuzjastycznie, bo spotkała się z pytającym spojrzeniem.
    – Ale super tatuaż! – Klientka spojrzała na bliznę Granger, która ta poczuła buzującą w niej złość. – Co to właściwie oznacza? – Chciała dotknąć jej dłoni, jednak Hermiona zabrała ją szybko, patrząc z niedowierzaniem.    
    – Nie wiem. – Zapakowała książkę do siatki i wbiła odpowiednią kwotę w kasę.   
    – Jak to nie wiesz? – zdziwiła się. Wyciągnęła pieniądze z portfela i położyła je na blacie.
    – Byłam młoda i głupia, wiesz, zbyt dużo wypiłam.
    – Och... – Wyglądała tak, jakby chciała jej współczuć. – No nic... do widzenia!
    – Do widzenia – rzuciła Hermiona do oddalających się pleców nastolatki i opadła na fotel. Spojrzała ponownie na swoją bliznę i poczuła jeszcze bolesny ucisk w żołądku.
   
    Była pewna, że tutaj ucieknie od tych nieprzyjemnych wspomnień. Poczuła dreszcz na plecach, gdy, cały horror w Malfoy Manor przeleciał jej przed oczami. Dźwięk dzwonka ponownie rozniósł się po pomieszczeniu, jednak Granger nie podniosła wzroku. Jej dłonie błądziły po bliźnie na przedramieniu, a ona sama poczuła wszechogarniające ją przygnębienie. Zacisnęła mocno powieki, powstrzymując łzy, i wtedy usłyszała chrząknięcie. Uniosła wzrok na blat, na którym widniała blada dłoń, zaciśnięta na książce. Od kilku dni, a nawet tygodni, nad miastem świeciło słońce i dziwiła się, czemu ta osoba jest tak nieludzko blada. Zadarła wyżej głowę i wtedy poczuła jakby ktoś, wrzucił jej do żołądka woreczek z lodem.


    – Merlinie... – szepnęła cicho.




~*~

Dobry wieczór! ♥
Podrzucam Wam pierwszy rozdział :) Jestem mega szczęśliwa za tyle wyświetleń, co oznacza, że ktoś tu cały czas zagląda :D o yeah!
Zachęcam do komentowania - to nie gryzie, obiecuje <3
Co myślicie o tym rozdziale? Ja mam takie rozważanie, że ten blog będzie poprowadzony całkiem innym stylem pisania, może też to zauważycie w porównaniu do Narkotyka :)
Zostaje mi życzyć Wam dużo energii na następny tydzień, damy radę! :D

Do następnego,
kocham
Jazz ♥

niedziela, 15 kwietnia 2018

Prolog

       Wojna dobra ze złem była największą bitwą stuleci w magicznym świecie. Największa i najpotężniejsza, bo taka była druga bitwa o Hogwart. Mimo długiego czasu - dwóch lat odkąd Harry Potter, pokonał Lorda Voldemorta, każdy z czarodziei odczuł na własnej skórze skutki tej bitwy. Wojna, niczym żniwa, zabrała ze sobą ogromną liczbę setek, a nawet tysięcy niewinnych dusz.

        Piękny i majestatyczny Hogwart, został odbudowany czarodziejską mocą, a także siłą ludzkich rąk. Minęło wiele czasu, zanim zaczął przypominać potężny zamek sprzed wojny. Ministerstwo Magii zorganizowało specjalną zbiórkę, aby młodzi czarodzieje mogli czym prędzej zasiąść w szkolnej ławce. Dzięki darczyńcom powoli zaczęto kompletować wyposażenie sali wróżbiarstwa, czy szkolną bibliotekę, której większość zbiorów spłonęła. Dzięki mobilizacji  zawodników Sokołów z Heidelberga, Pogromców Kafla z Quiberon, oraz Młotów z Haileybury, udało odbudować się zawalony stadion Quidditcha.

        Wielu uczniów w tym Harry Potter, Ron Weasley i Hermiona Granger skorzystali z możliwości powrotu do Hogwartu, aby ukończyć siódmy rok. Po tym czasie można powiedzieć, że każdy poszedł w swoje ślady, jednak wciąż, byli w jakiś sposób razem. Ron, po śmierci swojego brata – zaczął pracę w sklepie z dowcipami Weasleyów, pomagając w rodzinnym interesie. Harry rozpoczął wymarzoną karierę aurora, a na jego barki spoczął jeszcze jeden ważny obowiązek. Wraz z Ginny, stali się prawnymi opiekunami, Teddyego, którego rodzice zginęli w bitwie o Hogwart. Rudowłosa pani Potter sprawowała opiekę nad malutkim chłopcem, a w międzyczasie poświęcała się pisaniu podręcznika do Quidditcha - dawna miłość do tego sportu nigdy w niej nie umarła.

        Hermiona Granger, po ukończonej szkole odsunęła się ze świata czarodziei. To nie tak, że bała się powrotu Lorda Voldermorta – bo to było niemożliwe. Bała się przeszłości. Co noc widziała twarze poległych w wojnie i co noc budziła się z krzykiem. Prawie nie korzystała już z magii, różdżkę nosiła przy sobie tylko z dawnego przyzwyczajenia. Służyła jej jedynie przy teleportacji, by widywać Harry'ego i Rona na Gimmauld Place 12 czy w Norze.

     Od roku mieszkała w zachodniej części Londynu. Wynajmowała tam, małe mieszkanie nad sklepem z odzieżą. Miała małą łazienkę, kuchnie połączoną z salonem i sypialnie. Dawna Gryfonka polubiła swoje nowe życie, podjęła się także pracy w miejscowej księgarni. Zdarzało się, że czasem nawet tęskniła za magicznymi księgami, które wręcz pożerała w Hogwarcie. Co jakiś czas, Harry wysyłał jej sowę z prenumeratą „Żonglera” i „Proroka Codziennego”, by jak to zielonooki ujął któregoś razu: wiedziała, co się dzieje w ich świecie.

     Odgarnęła kosmyk, który uciekł z ciasnego koka i chwyciła kawałek papieru, ostatni raz przeglądając go.

Drogi Harry!
Wróciłam kilka dni temu z Australii. Tak jak się obawiałam, nie odnalazłam rodziców. Byłam tam cały tydzień. Wiem, że to mało, ale miałam taką nadzieję! Wiesz dobrze, że jestem tam co miesiąc, dwa, w co rusz innym zakątku, ale tak się boję, że ich już nie odnajdę...
Jak Teddy się miewa? Pewnie sporo urósł, od ostatniego razu kiedy go widziałam. Ah Teddy... Wciąż nie mogę uwierzyć, że Remus i Tonks zginęli! Tyle ofiar zabrała ta wojna... Harry, wciąż mam te koszmary, każdej nocy budzę się z krzykiem. Czuję strach, wiem, że jest po wszystkim jednak... wciąż się boję! Też odczuwasz niepokój, czy tylko mnie to prześladuje?
Co u Ciebie i Ginny? Ucałuj ją i Rona ode mnie.
Czekam na Twój list, Harry.

Całuje Hermiona

        - Odnajdę was, obiecuję... - wyszeptała, przyciskając list do piersi, a słone łzy pełne bólu i bezsilności zaczęły spływać po jej twarzy. 




~*~


Witam Was na moim drugim blogu ♥
W wasze łapki oddaje świeżutki prolog :) I jak wrażania na chwilę obecną? :D 
Czuje się cudownie, że z takim entuzjazmem przyjęliście wiadomość o planach w sprawie drugiego bloga ♥  
Rozdziały w przyszłości będą krótkie z racji tego, postaram się je dodawać częściej :) Co za tym idzie, historia nie będzie, aż tak obszerna, jak w przypadku Narkotyka :)
Jestem strasznie ciekawa czy ta historia przypadnie Wam do gustu - tak jak nieśmiertelny Narkotyk <3

Do usłyszenia, 
buziaki 
Jazz ♥


Wszystkie postacie występujące w opowiadaniu są własnością J.K.Rowling.

Zakaz kopiowania i umieszczania gdziekolwiek opowiadań!