piątek, 12 lutego 2021

Rozdział 10 - Odrzucone podanie

Drzwi kamiennego domu w Rye zamknęły się z hukiem, roznosząc trzask po całym budynku. Draco Malfoy wszedł do salonu, zrzucając z siebie zamaszystym ruchem skórzaną kurtkę, odrzucając ją w kąt. Snape, który siedział fotelu, opuścił niżej gazetę, obserwując poczynania swojego chrześniaka. Ten nie zwracając na starszego czarodzieja uwagi, otworzył barek i wyciągnął złoty płyn swojego wuja. Nalał Ognistej Whisky do szklanki i opróżnił ją jednym potężnym chlustem.


- Przypomnę ci młody człowieku, że to moja whisky – warknął Snape i machnięciem różdżki wyciągnął swoją butelkę z dłoni chłopaka i ponownie umieścił ją w barku. Kiedy ten drugi chciał ją chwycić raz jeszcze, Snape nałożył blokady na swój barek z mocnymi trunkami.

- Musisz, prawda? Akurat teraz musisz? - rzucił chłopak, krążąc po salonie. Snape uniósł pytająco brew ku górze, a Draco od razu ruszył z wyjaśnieniami: Wracam z Ministerstwa i co? Gnojki odrzucili mój wniosek! - wyrzucił z siebie, opadając na sofę.

- Kolejny raz? - Snape odłożył czytaną wcześniej gazetę na stolik i uważnie spojrzał na chrześniaka.

- Tak. Kolejny raz – warknął Malfoy.


Snape nie musiał zastanawiać się dwa razy. Znalazł się przy swoim barku, ściągnął z niego zaklęcia ochronne i chwycił dwie szklanki, butelkę ze złotym trunkiem, po czym powrócił do sofy. Przysunął do nich stolik, polał alkoholu do szklanek i podał jedną chłopakowi. Draco od razu przyjął ją, mocząc w niej usta. Odchylił głowę w tył, przymknął powieki i wziął parę głębszych wdechów. Kiedy się uspokoił spojrzał na Snape’a sączącego Ognistą Whisky.


- Wiesz, co mi powiedzieli? Jeśli złożę kolejny wniosek, rozpatrzą go za pół roku, rozumiesz? Pół roku!


Od razu zauważył wściekłość, wymieszaną z bólem i bezradnością w spojrzeniu młodszego czarodzieja. Kto jak kto, ale Malfoy usilnie próbował przekonać Ministerstwo, że specjalizacja taka jak psychiatria jest potrzebna i czarodzieje również zmagają się z chorobami psychicznymi, ale ci za każdym razem oddalali wniosek, nie podając żadnego powodu. A składał już go od dwóch lat, kiedy tylko wojna się zakończyła.


- Stwierdzili, że jeśli się postaram i przedstawię im historię choroby pacjenta, który zmaga się z depresją, schizofrenią czymkolwiek i, że jest wskazanie do leczenia, czy terapii to będą może, podkreślam może bardziej przychylni do rozpatrzenia mojego wniosku. Co mam robić Snape? - spojrzał błagalnie na czarodzieja, który zawsze wszystko wiedział.

- Zależy ci na tym Draco?

- Jak cholera – dodał już spokojniejszym tonem. - Doskonale wiem co się ze mną działo, w jakim stanie była moja psychika. Wiem, że takich osób jest znacznie więcej, którzy potrzebują pomocy i boją się o nią poprosić, albo nawet nie wiedzą, że mogą się do kogoś zgłosić o pomoc.

- Ma to pozostać między nami, rozumiesz? - zaczął po dłuższej chwili Snape, kładąc mu dłoń na ramieniu. - Może powinieneś porozmawiać z Granger.

- Co jest z nią? - Draco wyprostował się, odstawiając na stolik pustą szklankę. - Coś się dzieje?


Snape doskonale zdawał sobie sprawę, że w żadnym wypadku nie powinien mówić chłopakowi o próbie skoku z Blackfriars Railway Bridge. Wiedział, że gdyby tylko ona się dowiedziała, że wyrzucił na światło dzienne jej tajemnice, które mu powierzyła, straciłby z nią jakikolwiek kontakt. Wiedział, że usunęłaby go ze swojego życia, a Snape poczuł, że lubił się z nią droczyć, lubił odwiedzać ją bez powodu, lubił z nią rozmawiać. Przerażała go myśl, że chyba zaczynał lubić samą Granger, a przecież on nikogo nie lubi.


Poczuł nieprzyjemny dreszcz na karku, szybko zdusił w zarodku myśl, że mógłby lubić Granger, co to, to nie. Po prostu tolerował jej osobę, jak kuriozalnie to nie brzmiało. A Granger była niezwykle intrygującą i o zgrozo, ciekawą osobą, nawet dla takiego Mistrza Eliksirów. Jeśli on potrafił w ciągu sekundy założyć na siebie maskę obojętności, to taka Granger również potrafiła żonglować humorkami i zachowywaniem tak samo, jak on. Snape był niezwykle poirytowany tą wiedźmą, co rusz łapał się na tym, że myślał o niej, próbując ją rozgryźć. Co się stało z tą pewną siebie, zarozumiałą uczennicą? Gdzie się podziała ta kujonowata Gryfonka, która nie dała mu w spokoju przeprowadzić żadnej lekcji, wymachując na wszystkie strony ręką? Dlaczego tak tęgi umysł Złotej Trójcy usunął się z magicznego świata? Przecież taka Granger, gdyby tylko spiłowała trochę swój arogancki charakterek, mogłaby wiele osiągnąć, a ona wybrała życie wśród mugoli, doszczętnie niszcząc za sobą wykreowaną w Hogwarcie postać Panny-Wiem-To-Wszystko.


Opróżnił do końca szklankę nie dając jeszcze odpowiedzi Draconowi. Był świadomy, że Granger naprawdę potrzebuje pomocy jak nikt inny i wiedział, że Draco jest w stanie jej pomóc. Może to tylko czyste domysły, ale wiedział, że nie powinno się lekceważyć w żaden sposób sygnałów, które Granger nieumyślne wysyła. Nawet jeśli jego ciche domysły okażą się fałszywe, będzie mógł odetchnąć z ulgą, wiedząc już, z czym mają, albo z czym nie mają do czynienia. Gdzieś w głębi siebie zdawał sobie sprawę, że nie jest taka silna psychicznie, za jaką stara się uchodzić, jaką stara się pokazać światu, że jest. Przerażała go myśl, że większość jego przeczuć zawsze okazywała się prawdziwa, tak w przypadku dziewczyny, miał nadzieję, że ten przypadek się do nich nie zakwalifikuje.


- Posłuchaj mnie Draco, nie zastanawia cię, dlaczego mieszka wśród mugoli? Dlaczego nie miała przy sobie różdżki, kiedy tutaj była? Dlaczego nie chciała się teleportować? Czemu wybrała kilkugodzinną podróż pociągiem do Rye, zamiast po prostu skorzystać z magii? Nic ci to nie mówi? - chłopak wzruszył ramionami jednak po chwili, podniósł na niego wzrok.

- Wojna - jego oczy zaczęły błądzić po pokoju. - Może to zespół stresu pourazowego, może to depresja, może...

- Sam widzisz Draco – przerwał mu rozmyślania. - Jako były szpieg, widzę więcej niż zwykli obserwatorzy, potrafię czytać pomiędzy słowami, czasem jedno spojrzenie zdradzi mi wszystko, zdradzi mi każdą myśl rozmówcy, a taka Granger jest jedną wielką zagadką i coś czuję, że potrzebuje pomocy. Nawet już nie mówię o uzyskaniu zgody Ministerstwa na utworzenie specjalizacji i oddziału, na którym ci zależy, mówię ogólnie Draco. Wiem, że masz smykałkę do tego i może uda ci się postawić ją na nogi, jeśli oczywiście założymy, że wiemy, z czym walczymy, lub okaże się, że to tylko moje omyłkowe domysły.

- Ty coś wiesz, prawda? Wiesz co się z nią dzieje? - spojrzał uważnie na niego, a Snape jedynie pokiwał głową. - Od kiedy masz kontakt z Granger? - nie mógł się powstrzymać, by na jego wargach nie wpłynął łobuzerski uśmieszek. Snape widząc go, od razu zmroził chłopaka jednym spojrzeniem.

- Jak wylądowałem w księgarni – na jego ustach pojawił się grymas. - Gdybyś tylko widział jej minę, normalnie jakby zobaczyła ducha.

- No w sumie zobaczyła – zaśmiał się chłopak, chwytając szklankę. - Czyli już tylko dwie osoby wiedzą, że wciąż żyjesz.

- I nikt więcej nie może się dowiedzieć – dokończył, wstając na równe nogi. - Podnieś tę kurtkę Draco, potem będziesz marudził, że nie masz w czym chodzić – rzucił kwaśno Snape w jego stronę wychodząc z salonu.

- A co jeśli się nie zgodzi? Nie będzie chciała ze mną porozmawiać? Jeśli nie będzie chciała przyjąć żadnej pomocy? - ale już nie dostał odpowiedzi. Snape zamknął drzwi od swojej pracowni, a Draco oparł się o sofę, zagłębiając się w swoich myślach, które chcąc czy nie chcąc, krążyły wokół Hermiony Granger.

~*~


Odgarnęła z czoła kosmyki włosów, chwytając za wkrętarkę. Przez cały dzień działo się wiele w księgarni, zostały zamontowane ostatnie listwy podłogowe, zawieszono nowe lampy, rolety, a także zamontowano system alarmowy wraz z monitoringiem. Remont powoli zbliżał się ku końcowi, a Hermiona mogła w końcu poczuć ulgę. Marzenie pani Morgan niedługo się spełni, jeszcze zostało jej pomalowanie kilku ścian oraz urządzenie wnętrza, którego miał podjąć się architekt w ciągu następnych paru dni. Potem mogła się już przygotowywać na ponowne otwarcie lokalu. Przepchała karton ze stelażem szafki do skręcenia, czując ostry ból w kręgosłupie. Większość z mebli skręcił młody chłopak z ekipy budowlanej pana Smitha. Hermiona nie miała serca zatrzymywać go dłużej po godzinach, więc sama zdecydowała się skręcić ostatnią półkę. Nożykiem budowlanym otworzyła karton, mając już wyciągnąć deski, nim usłyszała pukanie do drzwi. Wyprostowała lekko barki, krzywiąc się pod nosem.


- Oj... dobry wieczór – zdziwiła się, widząc gościa, zwłaszcza o tej porze.

- Mam nadzieję, że jesteś głodna Granger - pomachał jej przed oczyma siatką z jedzeniem.


Uśmiechnęła się lekko, wpuszczając go do środka. Kogo jak kogo, ale jego się nie spodziewała. Zjawił się jakby gdyby nic, tak po prostu, jak miał w zwyczaju robić. Nie wiedziała, czy czyta w jej myślach, ale kiedy spojrzała na siatkę z jedzeniem, dopiero zdała sobie sprawę, jaka jest głodna. Musiała się przyznać, ale od kilku dni żywiła się tylko kawą i maślanymi herbatnikami, które po prostu zaczęła namiętnie jeść, gdy odkryła je w sklepie naprzeciwko kamienicy, w której mieszka. Snape stanął, kładąc ręce na biodra. Mogła nawet nieśmiało stwierdzić, że zauważyła mały błysk podziwu w jego spojrzeniu, gdy rozglądał się po jasnym wnętrzu.


- Wygląda lepiej niż ostatnio.

- Jeszcze jest trochę pracy do końca. Pachnie świetnie, co pan ma? - pochyliła się do przodu, próbując zajrzeć, co trzyma.

- Hamburgery, lubisz?

- Uwielbiam!


Snape postawił siatkę na stolik, który wcześniej Hermiona przetarła z kurzu, który mimo wszystko wciąż się unosił w pomieszczeniu. Przyciągnęła małą sofę i opadła na nią. Ten dzień wypompował ją całkowicie ze wszelkich sił witalnych. Snape rozpakował siatkę, wyciągając z niej zawinięte w biały papier hamburgery, frytki oraz butelkę ciemnego wina, na widok którego Granger lekko się zdziwiła, ale uznała, że trunek przyda się jej na odstresowanie po ciężkim dniu.


- Półsłodkie, jakoś przeżyję ten smak – rzucił z przekąsem, przypominając sobie ostatnim razem, jak kosztował jej słodkie wino. - Masz jakieś kubki czy szklanki?

- Coś się znajdzie – zauważył, jak wstaje, lekko sycząc pod nosem. Chwilę jej minęło, zanim wróciła z zaplecza z dwoma kubkami, z których zazwyczaj sączyły herbatę z panią Morgan.

- Jedz, bo wystygnie.


Sączyli wino, spoglądając na puste ściany. Opróżnili ponad pół butelki, a Hermiona obiecała sobie, że usiądzie tylko na moment, ma przecież jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Wstała a po chwili, złapała się za lędźwie, kręcąc głową. Kucnęła przy kartonie, który nie zdążyła do końca rozpakować, nim przeszkodził jej mężczyzna, pojawiając się w księgarni. Poczuła jak Snape zbliża się, jak ogarnia ją zapach drogich perfum.


- Gdzie cię boli? - usłyszała przy swoim uchu. Nie wiedząc czemu, zadrżała, zdając sobie sprawę, jak blisko niej był.

- Tutaj – wskazała od barku po lędźwie.

- Wracamy na sofę – oświadczył, pomagając jej wstać. - Nie możesz dźwigać takich ciężkich rzeczy Granger.

- Przecież to nic takiego.


Usłyszała jego prychnięcie nad uchem, a potem jak sofa się ugina obok niej. Poczuła, jak kładzie dłonie na jej barkach i zaczyna lekko je ugniatać, starając się rozblokować spięte mięśnie. Hermiona wciągnęła nieświadomie powietrze. Przymknęła powieki, czując jego dłonie na swoich ramionach. Był tak blisko niej, że nie wiedziała, nawet kiedy skrępowanie odsunęło się w bok, że nawet jej wewnętrzne dziecko wyszło z ciemnego kąta. Snape przejechał wzdłuż kręgosłupa, zatrzymując się na obolałym miejscu.


- To boli!

- Znów jesteś smarkatą kluską, uspokój się.

- Wcale nie jestem smar… auć!

- Granger – przycisnął mocniej do obolałego miejsca, masując je okrężnymi ruchami. Po dłuższej chwili poczuła, jak ból z niej uchodzi, mięśnie wyraźnie się rozluźniły. Poczuła ulgę. - A nie mówiłem? - usłyszała jeszcze przy swoim uchu nim Snape się odsunął. Wstał i skierował się do kartonu ze stelażem. Mogła zauważyć kątem oka, że jego zachowanie zmieniło się, stał się nagle chłodny, jakby zganił samego siebie, za sytuację, w której przed chwilą się znaleźli. Sytuację, która nie powinna się wydarzyć. Wyciągnął różdżkę, zasłonił rolety i skierował magiczny kij na mebel, który w mgnieniu oka był już złożony. - Nie musisz dziękować.

- Przecież bym sobie poradziła – pokręciła głową.

- Właśnie widzę Granger.


Mimo wszystko uśmiechnęła się pod nosem, obserwując mężczyznę. Ponownie machnął różdżką, a wszystkie puste kartony, które znajdowały się w księgarni, zniknęły, tak samo, jak pusta siatka po jedzeniu. Ponownie machnął magicznym kijem, a gruba folia, okryła skręcone meble, które stały pośrodku, chroniąc je przed ewentualnym kurzem czy uszkodzeniem. Rozlał końcówkę wina do kubków, a pusta butelka również zniknęła. Już miała skosztować wina, nim poczuła, jak kubek wyślizguje się jej z dłoni. Gdyby nie Snape, który zareagował w porę, roztłukłby się na posadzce. Odstawił go na stolik i spojrzał na dziewczynę, która przycisnęła drżącą dłoń do piersi, starając się ukoić jej drżenie.


- Koniec na dziś Granger, wracasz do domu.

- Ma pan chyba rację – rozejrzała się niepewnie po księgarni. Większość rzeczy, które miała zaplanowane na ten wieczór, udało się jej wykonać, oczywiście z pomocą mężczyzny.

- Odprowadzę cię.


Nie wiedząc czemu, nie protestowała nawet, kiwnęła głową w akceptacji. Po dziesięciu minutach kroczyli już pustą ulicą. Londyn ponownie opustoszał jak podczas jej pierwszej wizyty, po zakończeniu Hogwartu. Zacisnęła wargę, starając się usunąć nieprzyjemne myśli, widząc oczami wyobraźni jak stoi na krawędzi Blackfriars Railway Bridge. Snape spojrzał na kobietę kroczącą ku niemu.


- Jak złożył pan zamówienie?

- Słucham?

- Jak zamówił pan książki? Jedyną dostępną opcją jest możliwość złożenia zamówienia przez internet, a nie wygląda pan na osobę, która, aż tak uwielbia mugolskie wynalazki.

- Poprosiłem jakiegoś dzieciaka z sąsiedztwa – odpowiedział tak swobodnie, jakby mówił o jutrzejszej pogodzie. Hermiona pokiwała głową ze zrozumieniem.

- Możemy zajść? - zatrzymała się przed całodobowym sklepem, a ostry neonowy napis, wiszący nad wejściem, niezmiernie raził w oczy. - Muszę kupić mleko i karmę dla Krzywołapa, no i ryż, no i jeszcze płyn do naczyń...

- Brak czasu na zakupy?

- Nie mam, kiedy tego robić, księgarnia pochłania tyle czasu, zwłaszcza przed otwarciem, które już niedługo – westchnęła smętnie.


Dzwonek nad drzwiami rozległ się po sklepie. Chwyciła koszyk i zaczęła przemieszczać się między półkami, a Snape kroczył za nią, rozglądając się wokół. Z lodówki chwyciła mleko, jogurt naturalny, masło, a następnie udała się do drugiej alejki, gdzie wrzuciła do koszyka ryż, potem makaron, bo stwierdziła, że niedługo i tak się skończy, a następnie postanowiła dołożyć gotowy sos bolognese. Snape spojrzał na słoik, unosząc brew w górę.


- Będziesz takie świństwo jeść?

- Jest jadalne – wzruszyła ramionami. - I tak nie mam czasu na gotowanie.


Nie skomentował, ponownie za nią kroczył tym razem w alejce z chemią gospodarczą. Wrzuciła do koszyka płyn do naczyń. Snape wskazał palcem na przeciwległą ścianę, gdzie znajdowała się karma dla zwierząt. Chwyciła kilka puszek z jedzeniem dla Krzywołapa i włożyła je do koszyka. Nagle poczuła, że koszyk się jej wyślizguje, spojrzała w dół i okazało się, że Snape chwycił jej koszyk, zabierając go z jej dłoni. Nie wiedząc czemu, delikatnie się uśmiechnęła, spuszczając głowę.


- Chciałby pan zajść na herbatę? - zapytała niepewnie. Poczuła przeszywające spojrzenie, powietrze nagle stało się tak gęste, że przez moment zapomniała jak się nazywa. Nie rozumiała, dlaczego to pytanie nawet wyleciało z jej ust, dlaczego liczyła na to, że się zgodzi, że po prostu będzie mogła spędzić z nim trochę czasu. Snape również wyglądał na zdziwionego tym pytaniem, przez moment nawet poczuła się tak jak na zajęciach z eliksirów, kiedy przeszył ją intensywnym spojrzeniem. - Nawet nie musimy rozmawiać, możemy po prostu posiedzieć… chyba potrzebuję obecności drugiego człowieka… - dodała na koniec lekko zawstydzona, przyznając się przed nim do swoich słabości i wad. Ugh… dlaczego on musi patrzeć na mnie w taki sposób?

- Znów jesteś ciepłą kluchą.

- Nie jestem ciepłą kluchą – odpowiedziała urażona.

- Właśnie, że tak - ale kiedy już miała otworzyć usta, zaprzeczyć jego słowom, dodał: - Ale niech ci będzie Granger, pośpiesz się tylko z tymi zakupami, nie chcę sterczeć tutaj wieczność.


I ponownie powrócił sarkastyczny profesor Snape, a ona chyba nawet tęskniła za tym cierpkim humorem mężczyzny.

~*~


Krzywołap dziabnął ostrymi zębami nadgarstek dziewczyny. Zbytnio się tym nie wzruszyła i odwróciła się na bok, podciągając kołdrę pod czubek nosa. Po chwili dobiegł ją syk zniecierpliwionego pupila. Odrzuciła kołdrę i usiadła, prostując barki.


- No co chcesz Krzywołap? - rzuciła lekko poirytowana.


Wtedy ten położył na jej nogi kopertę. Hermiona przełknęła gulę w gardle, zdając sobie sprawę, że doskonale zna ten unikatowy, cielisty kolor koperty, że doskonale wie, co oznacza czerwona pieczęć z tyłu. Spojrzała na kota, a ten zbliżył się, kładąc łapę na jej nadgarstku, nakazując, aby przeczytała list z Hogwartu.


- Nie mam pojęcia, co to jest – przyznała się, wzruszając ramionami, po czym rozerwała papier, rozkładając go na kolanach. Jej oczy powiększyły się kilkukrotnie, a twarz stała się nagle blada, tracąc rumieńce, kiedy wzrok sunął po papierze, łapiąc co rusz nowe słowa. - Zapraszają mnie na zjazd absolwentów – spojrzała na kota. - Nigdzie nie jadę. - zanim Krzywołap zdążył zareagować, wstała ze łzami w oczach i podarła list.


Wiedziała, że nie może się tam zjawić, jest tam za dużo wspomnień, z którymi wciąż nie mogła się pogodzić. Nie wiedziała, czy dałaby radę patrzeć na miejsca, które zazwyczaj zajmowali poszczególni uczniowie w Wielkiej Sali, wiedząc, że większość z nich przepłaciła życiem, walcząc o wolność magicznego świata.


Usłyszała w głowie głos Snape’a, który nazwał ją smarkatą kluchą, ale ona stwierdziła, że tego dnia chce być tą zasmarkaną kluchą, nie chcąc udawać silnej kobiety, którą i tak nie jest. Skoro może okazywać swoje emocje, to czemu nie. Otarła łzy z policzków skrawkiem piżamy. Spojrzała na kota, który również uważnie się jej przyglądał. Już miała dla nich plan na ten dzień. Zabierze Krzywołapa na spacer, a potem wstąpią do księgarni. Mimo że była to niedziela, musiała zająć się stertą dokumentów, która nagromadziła się od jakiegoś czasu. Pewnie, gdyby pani Morgan, ujrzała tyle papierów nierozłożonych w poszczególnych segregatorach, nieopłaconych rachunków, zawiodłaby się na niej, a w tym momencie pani Morgan była dla niej najważniejsza i chciała zrobić wszystko, by kobieta mogła być z niej dumna.


Po porannym prysznicu, zjedzonym śniadaniu, opuściła mieszkanie z Krzywołapem na smyczy, który nie był z tego faktu zadowolony, ale Hermiona już nie myślała o tym. Wolała mieć obrażonego kota na smyczy, niż znów za nim biegać, jak wtedy, kiedy uciekł jej w parku. Kroczyli ulicą, mijając rodziny z dziećmi, parę staruszków trzymających się za ręce, czy kilku biegaczy, którzy ze słuchawkami w uszach, pędzili tylko w sobie znanym kierunku. Krzywołap co rusz obracał łebkiem, oglądając się w każdą stronę, a Hermiona lekko uśmiechnęła się pod nosem.


Nagle poczuła ostry ból w lewym ramieniu, pisk, a potem upadła na chodnik. Zdezorientowana podniosła głowę, a wtedy ujrzała parę piwnych oczu, które się w nią wpatrywały. Zlustrowała twarz młodego mężczyzny, który posłał w jej stronę przepraszający uśmiech, a jego śnieżnobiałe zęby wyglądały, jakby chwilę, temu, co opuścił gabinet stomatologiczny. Patrzyłaby się na niego dłużej, gdyby nie Krzywołap, który zaczął miauczeć, zwracając na siebie uwagę. Spojrzała na kota, a potem na rower, który leżał obok niej.


- Najmocniej przepraszam – odezwał się rowerzysta, podając jej dłoń, którą przyjęła.

- Powinien być pan bardziej uważny – odezwała się dyplomatycznym głosem biorąc na ręce Krzywołapa. - Nic ci nie jest? - zwróciła się w stronę kota. Podrapała go za uchem, ale wyglądało  na to, że było z nim wszystko w porządku. Ponownie spojrzała na mężczyznę.Zdała sobie sprawę, że był o stopę, albo dwie wyższy od niej, opalony, z kilkudniowym zarostem. Przełknęła ślinę.

- Mój błąd, jeszcze raz najmocniej cię przepraszam.

- Wątpię, żebyśmy przeszli na ty – gdyby Snape ją w tym momencie usłyszał, zapewne byłby z niej dumny, słysząc jej cięty język.

- Racja, kolejny błąd – wyciągnął w jej stronę dłoń. - Max jestem.

- Możesz być, kimkolwiek chcesz, ale nie zapomnij mieć oczu dookoła głowy, inaczej wszystkich tu pozabijasz – w tym momencie Snape, pewnie przyznałby Gryffindorowi punkty w akcie uznania. Chłopak poniósł rower lekko zmieszany odpowiedzią kobiety.

- Zawsze dla nowo poznanych masz taki cięty język? - zapytał.

- Bezczelny na dodatek. Słuchaj, weź ten swój rower i zejdź mi z oczu – postawiła kota na chodnik i zmroziła go wzrokiem, a ten się uśmiechnął. Co za bałwan!

- Jeszcze się spotkamy, piękna – pochylił się lekko nad nią, puszczając jej oczko, a Hermiona zrobiła automatycznie krok w tył, oburzona zachowaniem nieznajomego.

- Chyba w twoim koszmarze – odpowiedziała wrednie i oddaliła się z Krzywołapem od rowerzysty, który wciąż się uśmiechał, ale tego już panna Granger nie zauważyła, gdyż zniknęła za zakrętem.


Przekręciła zamek w drzwiach, wyłączyła alarm i podniosła w górę żaluzje, wpuszczając do księgarni światło. Krzywołap zaczął zajmować się samym sobą i podbiegł w stronę folii bąbelkowej, która leżała na podłodze, podgryzając ją i szarpiąc łapami. Hermiona w tym czasie włączyła na zapleczu komputer i usiadła na krześle, krzywiąc się pod nosem. Długo nie spotkała tak bezczelnego osobnika, jakim był ten cały Max. No może i był przystojny, z intrygującym błyskiem w oku, ale nie zmieniało to faktu, że był arogancki i bezczelny zarazem.


Zalogowała się do systemu i włączyła przeglądarkę, wchodząc na stronę banku. Po wykonaniu kilku przelewów, w tym opłat rachunków za swoje mieszkanie, a także opłat związanych z księgarnią, zamknęła przeglądarkę, zabierając się za układanie dokumentów, których czekał na nią cały stos. Poukładała je do odpowiednich segregatorów i zapakowała do kosza te papiery oraz ulotki, które tylko się walały po zapleczu, zabierając wolne miejsce.


Jej myśli zaczęły krążyć wokół trzech, tak różnych sobie mężczyzn. Pierwszy przed jej oczami ukazał się Max, który porządnie wyprowadził ją tego dnia z równowagi. Nie wiedziała, czy dlatego, że okazał się bezczelny i pewny siebie, czy to, że w jakiś sposób nie zwracał uwagi na jej cięty język, czy to, że jego uroda, przypominała trochę Wiktora Kruma, w którym miała okazję podkochiwać się w wakacje przed rozpoczęciem piątego roku w Hogwarcie. Potrząsnęła głową, odrzucając od siebie mężczyznę.


Wtedy ukazał się jej Malfoy, który niezwykle zaintrygował ją swoją osobą. Nigdy nie sądziła, że ktoś taki jak on, będzie uzdrowicielem, a co lepsze, będzie starać się o utworzenie nowej dziedziny – psychiatrii. Chociaż podejrzewała, że może zostać uzdrowicielem, kiedy przez cały siódmy rok w Hogwarcie biegał do pani Pomfrey spóźniając się tym samym na niektóre lekcje, tłumacząc się przy tym, że pomagał kobiecie. Hermiona już wtedy powinna przeczuć, że chłopak przy pomocy Madame Pomfrey, stara się poznać świat magomedycyny, dogłębnie się w nim zanurzając.


I wtedy przed jej oczami pojawił się on, Severus Snape. Tak różny od pozostałych dwóch mężczyzn, ale tak niezwykły zarazem. Z całej tej trójki to właśnie on emanował tajemniczością, ciętym językiem, swoim stylem bycia, niepojętą, ogromną wiedzą oraz czymś, co usilnie przyciągało do niego pannę Granger. Nie zdawała sobie sprawy, co to może być, ale przeczuwała, że kiedy pierwszy raz się otworzyła przed mężczyzną, kiedy wspólnie powalili dzielący ich jeden mur, potem kolejny, wiedziała, że chce znów się przed nim otworzyć, chce kolejny raz spędzić z nim czas. Jak śmiesznie to musiało nie brzmieć, zaczynała lubić te momenty, kiedy zjawiał się u niej bez zapowiedzi, kiedy przychodził do niej tak po prostu porozmawiać, a ona musiała się przyznać sama przed sobą, że zaczynała lubić spędzać z nim czas.


- Chyba lubię Nietoperza z lochów… Merlinie, świat się kończy!





~*~


Dzień dooobry! ♥



Nowy rozdział zwarty i gotowy. Znów mała dawka Draco, co sądzicie? Mam nadzieję, że sprawiłam, że polubiliście w jaki sposób wykreowałam Malfoya w opowiadaniu 😇


Jak się podoba rozdział? Dajcie śmiało znać w komentarzu. Jestem niemiernie ciekawa Waszej opinii 💕



Kolejny rozdział już niebawem, także uważnie wyczekujcie sowy! Do usłyszenia 🤗



Całuję,

Jazz ♥



P.S. Za wszystkie błędy, literówki najmocniej przepraszam.


środa, 3 lutego 2021

Rozdział 9 - Draco Malfoy

Draco w dwóch krokach znalazł się przy dziewczynie. Chwycił ją w pasie, chroniąc przed bolesnym upadkiem. Patrzył na tak dobrze znaną mu brązową czuprynę i dopiero po chwili otrząsnął się z transu. Położył kobietę na sofie, za pomocą kilku prostych zaklęć osuszył jej przemoczone ubrania, a następnie przykrył grubym kocem. Zamruczał parę zaklęć pod nosem, sprawdzając ogólny stan dziewczyny, ale wskazywało na to, że najzwyczajniej w świecie zemdlała i niedługo odzyska przytomność. Draco nie chciał w jakiś sposób naruszać przestrzeni kobiety, więc rzucił na nią ostatnie spojrzenie i opuścił salon, ostrożnie zamykając za sobą drzwi.


Jego spokój nie trwał zbyt długo. Z salonu usłyszał krzyki, a kiedy tam wszedł, stanął jak wryty. Granger leżała na sofie i niebezpiecznie drżała, co chwila, kręcąc głową przez sen. Szeptała coś, co mogło brzmieć jak Nathan czy Neville. W kilku szybkich krokach znalazł się przy dziewczynie, na jej czole znalazło się parę kropelek potu, a dłonie drżały niebezpiecznie, jakby chciała odsunąć od siebie złe myśli, które właśnie siedziały w jej umyśle. Jeszcze nie spotkał się z kimś, kto miał przy nim koszmary, chociaż w swoim życiu spotkał się z wieloma przypadkami, tak zwykły koszmar jeszcze niedane mu było oglądać z tej drugiej strony.


Szybko otrząsnął się z transu. Skierował swoje kroki do pracowni, gdzie był kociołek, biurko i olbrzymia szafka z różnymi ingrediencjami oraz flakoniki z eliksirami. Wybrał ten, który miał na sobie etykietę, a schludny napis oznaczał, że był to eliksir słodkiego snu. Dział tak silnie, że osoba, która go zażyła śniła snem bez snów. Dlatego Draco wybrał go, wiedząc, iż podając go Granger, będzie śnić, a koszmary po prostu miną. Długo nie myślał i ponownie wrócił do salonu, ściskając w dłoni flakonik. Nachylił się nad dziewczyną i wlał do jej lekko otwartych ust kilka kropel eliksiru. Zamknął buteleczkę, złączył opuszki palców razem i obserwował dziewczynę, która w końcu przestała się trząść. Jej oddech stał się miarowy, a klatka piersiowa zaczęła podnosić się delikatnie w górę i dół.


Przywołał do siebie pierwszą lepszą książkę z regału i zaczął ją kartkować, siedząc w fotelu. Chociaż jego wzrok co chwila uciekał do kobiety leżącej na sofie. Odłożył książkę na stolik, bo wiedział, że i tak nie wyniesie nic z jej treści. Podszedł do sofy i poprawił koc, który zsunął się kobiecie z ramion i ponownie powrócił na fotel, nerwowo wystukując rytm palcami o drewniany blat stolika.


Hermiona zaczęła powoli odzyskiwać świadomość. Ostrożnie otworzyła oczy, patrząc się w sufit. Draco zauważył to, ale wciąż siedział po cichu, aby nie wystraszyć jej kolejny raz swoją obecnością. Ostrożnie podniosła się na łokciach, wpatrując się przed siebie. Następnie zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, usilnie starając sobie przypomnieć zdarzenia sprzed kilku godzin, które doprowadziły ją do takiego stanu. Spojrzała nieco na prawo, a na stoliku leżały jej książki, wciąż owinięte grubą czarną folią. Podniosła wzrok nieco wyżej i ujrzała go. Draco Malfoy siedział w fotelu, uważnie się jej przyglądając. Powietrze nagle stało się gęste, a Hermiona wyczuła, że jej dłonie zaczynają się pocić. Wytarła je o spodnie, czując wzrastającą panikę.


- Malfoy.

- Granger – odpowiedział na powitanie.


Ostatni raz widziała go na uczcie pożegnalnej, kończąc naukę w Hogwarcie. Odpłynęła myślami, zdając sobie sprawę, że było to rok temu, nim udała się do Londynu i rozpoczęła pracę w księgarni pani Morgan. Teraz już twojej księgarni, poprawiła się w myślach.


Miała kontakt tylko z Harrym, Ronem i Ginny ze szkoły, nie miała pojęcia, że teraz spotka nie kogo innego jak Dracona Malfoya we własnej osobie, zapewne siedzącą w jego salonie. Merlinie, zabierz mnie stąd, pomyślała rozgorączkowana, a jej wewnętrzne dziecko zaczęło marudzić pod nosem, aby się uspokoiła. Przecież jak na razie nie działa się jej krzywda, chłopak nawet nie trzymał w dłoni różdżki, tylko siedział wciąż w fotelu, uważnie się jej przyglądając.


- Gdzie jestem? Co tutaj robię? - zaczęła spanikowana rozglądać się wokół, gdy chłopak podniósł się z fotela, zaczynając krążyć po pokoju z dłońmi schowanymi w kieszeniach spodni.

- Zemdlałaś Granger, normalnie jakbyś ducha zobaczyła.

- I chyba zobaczyłam – odpowiedziała, rzucając mu chłodne spojrzenie. - Słuchaj Malfoy – zaczęła, siadając na sofie, a koc spadł jej z ramion. Dopiero teraz zauważyła, że była nim okryta. Rzuciła spojrzenie na szlachcica, oczekując odpowiedzi, ale ten tylko na nią spojrzał, zatrzymując się przy kominku. - Nie wiem, gdzie jestem, nie wiem czego, ode mnie chcesz, ale odbierz ode mnie tę paczkę i już więcej się nie spotkamy.

- Jaką paczkę? - zapytał lekko zdezorientowany, patrząc w stronę kobiety.

- No tę – wskazała ręką na stolik.

- Ah – mruknął, podchodząc do stolika i chwytając przesyłkę. - Znów zamówił.

- Słucham? - zauważyła jak chłopak, posyła jej nieśmiały uśmiech. Merlinie, Malfoy się uśmiecha.

- Była opłacona? - pomachał paczką, a dziewczyna tylko pokiwała przecząco głową. - Ile wyszło? - zapytał tak spokojnym głosem, jakby chciał poznać jutrzejszą pogodę. Za nic nie przypominał tego chłopaka, z którym chodziła do szkoły. Gdzie się podział jego arogancki głos, którym zawsze ją obdarzał? Wciąż miał platynowe włosy, ale nie były już równo ulizane. Sterczały rozczochrane, co wyglądało bardziej naturalnie. Miał również luźną białą bluzkę na sobie i czarne jeansy. Przeczesał palcami włosy i spojrzał na nią pytająco.

- Sto dwadzieścia funtów.


Chłopak zniknął za drzwiami, których wcześniej nie zauważyła, a następnie postawiła stopy na posadzce. Dopiero zdała sobie sprawę, że nie ma swoich butów, tylko jest w samych skarpetkach. Zauważyła je dopiero przy kominku. Zagryzła wargę i poszła po nie, wsuwając w nie stopy. Ciepło, które biło od podeszwy butów, przyjemne otuliło jej zmarznięte kończyny. Malfoy wrócił, wyciągając w jej kierunku banknoty. Chwyciła je, chowając do tylnej kieszeni spodni.


- Dlaczego byłam bez butów? - spojrzała na niego spod byka.

- Byś mi sofę pobrudziła Granger. Twoje buty były całe w błocie.


W sumie racja, pogoda nie sprzyjała jej, kiedy się tutaj zjawiła. Spojrzała w dół, a jej białe adidasy lśniły czystością. Poczuła przyjemny ucisk w żołądku, nie potrafiąc uwierzyć, że chłopak oczyścił jej zabrudzone obuwie. Merlinie, czy to na pewno jest wciąż ten sam Malfoy, z którym musiała się użerać przez całą szkołę? Jej wewnętrzne dziecko pokiwało głową, dając jej do zrozumienia, że ona tak naprawdę zna odpowiedź. Po wojnie, kiedy wrócili ukończyć siódmy rok, chłopak już wtedy był nieco inny. Był bardziej zamknięty w sobie, chodził zazwyczaj sam, unikał skupisk ludzi, a co najważniejsze, ani razu nie nazwał jej szlamą, jak miał w zwyczaju robić to przez pierwsze sześć lat ich znajomości. Zazwyczaj unikał jej, Harry'ego i Rona, kiedy mijali się na korytarzach, odchodząc tylko w sobie znanym kierunku.


- Muszę już się zbierać – wyrzuciła z siebie, nie wiedząc, co powiedzieć. Sam fakt, że była w jednym pomieszczeniu z Draconem Malfoyem niezwykle ją krępował, a to, że był w jakiś sposób miły dla niej, potęgowało to doznanie.

- Nie powinnaś wychodzić w taką pogodę, wciąż pada – zauważył.

- Poradzę sobie Malfoy.


I wtedy usłyszała otwierające się drzwi, które zaskrzypiały niemiłosiernie. Spojrzała na chłopaka, a on minął ją, mrucząc coś pod nosem o naoliwieniu zawiasów, po czym zniknął, zostawiając ją samą. Hermiona w tym czasie chwyciła swoją torbę, zarzucając ją na ramie nim, usłyszała głos chłopaka dobiegający z korytarza.


- Mamy gościa.

- Doprawdy? - odpowiedział drugi głos.


Wtedy stało się coś, czego w życiu by się nie spodziewała. Za Draconem do salonu wszedł nie kto inny jak Severus Snape. Cały był przemoczony, a mokre kosmyki włosów okalały jego twarz. Dziewczyna zatrzymała wzrok na mięśniach ramion i brzucha, które były widoczne spod opiętej, przemoczonej koszuli. Złapała się na tym, że kolejny raz go widzi w takim wydaniu, a jej wewnętrzne dziecko, nie wiedząc czemu, uciekło w kąt, rumieniąc się lekko.


Snape zatrzymał na niej swoje ciemne spojrzenie. Poczuła się nagle tak mała przy nim, zdając sobie sprawę, że parę dni temu, dała mu odkryć swoje tajemnice, dowiedział się o jej próbie skoku z Blackfriars Railway Bridge, a ona nie wiedząc czemu, poczuła się przytłoczona tym faktem. Może nie powinna mu o tym mówić? Spróbowała odczytać coś ze spojrzenia starszego czarodzieja, ale nie udało się jej. Chciała wiedzieć, czy myśli o ostatnim spotkaniu, o jej wyznaniu, ale jego ciemne, jak dwa jeziora oczy, nie ułatwiły jej tego zadania.


- Panno Granger, cóż to za wizyta.

- Profesorze Snape – wydukała kulawo, podchodząc bliżej, wciąż ściskając torbę na ramieniu. - Pan tu mieszka? - wypaliła tak nagle, nawet nie mając czasu, by ugryźć się w język.

- Można tak powiedzieć – rozejrzał się po salonie, lekko się krzywiąc.

- Aha, chyba że tak – żadna bardziej inteligentna odpowiedź nie przyszła jej do głowy. Spojrzała na profesora, a potem na Malfoya, który stał oparty o framugę drzwi, uważnie się jej przyglądając. - Miło było pana spotkać, profesorze Snape. Na mnie już pora, do widzenia.

- To chyba nie jest dobry pomysł panno Granger – usłyszała jego spokojny głos. Zatrzymała się w połowie kroku i spojrzała na mężczyznę.

- Mam parę spraw do załatwienia, profesorze.

- Panno Granger sieć trakcyjna jest zerwana, w jaki sposób chce pani się dostać do Londynu? - spojrzała na niego. Dopiero teraz, zdała sobie z tego sprawę.

- Teleportując się – odezwał się Malfoy wzruszając ramionami jakby to było oczywiste. W jednoczesnym momencie Hermiona i Severus odwrócili się, spoglądając na niego. - No co?

- Wolę pociąg – mruknęła Hermiona i zauważyła to spojrzenie Snape’a, którego się obawiała. On już wiedział, zdał sobie sprawę, że wciąż boi się magii. Czy w tym momencie rozczarowała go swoją osobą? Hermiono, on nawet nie interesuje się jakąś dawną uczennicą, a dopiero Gryfonką. Przestań nawet tak myśleć, że mogłaś go rozczarować. Chociaż jej wewnętrzne dziecko liczyło, że interesuje się nią, a ona chciała w to wierzyć, nie wiedząc samej dlaczego.

- Panna Granger ma pewne problemy z magią, Draco – odpowiedział tak spokojnie, jakby tłumaczył kilkulatkowi, co to jest piłka. Hermiona zerknęła na niego, a ich spojrzenia się spotkały. Czy on ją właśnie obronił przed potokiem pytań ze strony chłopaka?

- Zjemy coś? Jestem strasznie głodny! - odezwał się Malfoy oddalając się w stronę kuchni. W tym momencie była mu za to wdzięczna, chyba zrozumiał zaistniałą sytuację, która nieźle ją skrępowała.

- Nie musiał pan – złapała go za nadgarstek, patrząc na niego uważnie. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, co zrobiła i puściła dłoń mężczyzny, czując dziwne dreszcze wzdłuż kręgosłupa.

- Zjesz z nami?

- Ja nie powinnam, muszę wracać do Londynu. Krzywołap czeka na mnie.

- Jestem pewien, że twój towarzysz wytrzyma bez ciebie kilka godzin.

- Ale...

- Nalegam panno Granger. - wskazał ręką drzwi, w których zniknął Draco. Zauważyła kątem oka, jak rzuca na siebie zaklęcie i w mgnieniu oka był już całkowicie suchy.


Kuchnia wyglądała inaczej niż salon, była jasna i przytulna. Było w niej więcej światła, które wpadały przez ogromne okna, a w oddali dało się zauważyć rzekę Rother. Białe meble zajmowały większość wolnych ścian, a na środku, stał zwykły dębowy stół. Snape wskazał Hermionie krzesło, które po chwili niepewnie przyjęła, zahaczając o oparcie swoją torbę. Obejrzała się za siebie, a Malfoy krzątał się po kuchni, sprawdzając coś w garnkach, ustawionych na palniku. Nagle przed nią pojawiła się zastawa, która zaczęła lewitować z szafek. Snape schował różdżkę i usiadł do stołu naprzeciwko Granger.


Malfoy coś mruczał pod nosem, wciąż kontrolując jedzenie, a Hermiona zauważyła jak, jej profesor opiera głowę na dłoni, przymykając powieki. Zmarszczki na jego twarzy wygładziły się, przez co wyglądał o kilka lat młodziej. Nie wiedząc czemu, ale uznała za fascynujące, mogąc obserwować tak mężczyznę. Jak kuriozalnie to nie brzmiało, wyglądał w tym momencie ludzko, bez swojej maski grymasu, jaką zwykle miał w zwyczaju nosić. Ocknął się z transu, kiedy Malfoy położył przed nim parujący talerz, potem przed Granger, a następnie wziął swój i usiadł koło starszego mężczyzny.


- Smacznego – Hermiona rzuciła, spoglądając na nich, a ci kiwnęli głowami w odpowiedzi.


Już miała chwycić nóż, nim poczuła palący ból promieniujący od łokcia do koniuszków palców prawej dłoni. Hermiona schowała dłoń pod stół, przytrzymując ją lewą ręką, aby ukoić jej drżenie. Nie teraz błagam! Dreszcz był tak silny, że uderzyła dłonią o krawędź stołu, cicho sycząc z bólu.


- Co się dzieje Granger? - podniosła na nich wzrok i dopiero zdała sobie sprawę, że się jej przyglądają. Wzrok Snape’a świdrował ją spojrzeniem, aż poczuła, jak wywierca jej dziurę w brzuchu. Spuściła głowę.

- To nic takiego profesorze – mruknęła, mocniej przyciskając dłoń do siebie. - Gdzie jest łazienka?

- W korytarzu po prawej stronie.

- Dzięki Malfoy.


Szybko zniknęła z kuchni, starając się nie oglądać za siebie. Kiedy już znalazła się w łazience, zamknęła za sobą drzwi i usiadła pod ścianą, patrząc się na drżącą dłoń. Zdarzało się jej to kilka razy w miesiącu, samoistne, niekontrolowane drżenie ręki. Tylko prawej ręki. Doskonale wiedziała, skąd się wzięło, czym było skutkiem. Z zamyśleń wyrwało ją ciche pukanie do drzwi. Nie odpowiedziała, a mimo to drzwi się uchyliły i wsunął się Snape. Nawet nie musiała na niego patrzeć, by wiedzieć, że to był on. Było to bardzo dziwne, że zaczęła rozpoznawać zapach drogich perfum mężczyzny, które swoją drogą były bardzo przyjemne. Spojrzał na nią z góry, a po chwili przysiadł się obok niej na podłodze. Dotknął jej lewej dłoni, opuszczając w dół, a następnie w zdecydowanym mocnym, lecz przyjemnym ucisku zacisnął palce na jej prawej dłoni, próbując ukoić drżenie. Kiedy jego palce dotknęły jej skóry, poczuła dziwne uczucie, dziwne dreszcze. Przyjemne dreszcze.


- Skutki po cruciatusie – stwierdził od razu Snape wciąż trzymając jej dłoń, która powoli zaczęła przestawać drżeć.

- Każdy coś wynosi z wojny – odchyliła głowę w tył, przymykając powieki. - Próbowałam z tym walczyć, od razu, ale pewnie wie pan, jak to jest, najważniejsze są dwanaście godzin po. A później już nie ma za co się brać.

- Kto ci to zrobił? - jej dłoń przestała drżeć, a on mimo to wciąż ją trzymał, uważnie się jej przyglądając.

- Bellatrix, wtedy kiedy zrobiła mi to – podwinęła lewy rękaw bluzki. - Ładne prawda? - zapytała, ale dało się wyczuć w jej głosie gorycz.

- Draco, czy Draco był przy tym? - spojrzała na niego. Przez ułamek sekundy zauważyła w jego ciemnych oczach błysk strachu, ale nie mogła się dłużej nad tym zastanawiać, gdyż Snape odwrócił wzrok.

- Był obecny w Malfoy Manor, ale nigdy go nie było przy tym. Bellatrix zabierała mnie do lochów. Byłam tylko ja i ona – dodała już ciszej.

- Jesteś pewna, że próbowałaś wszystkich możliwych zaklęć i eliksirów?

- Profesorze, po tygodniu zostałam odbita z rąk Bellatrix i było już za późno by cokolwiek z tym zrobić. Zresztą wykorzystałam wszystkie mi znane zaklęcia. A eliksiry? W czasie wojny, kiedy koczowałam w lasach, uciekając z jednego miejsca w drugie, nie dane było mi uwarzenie eliksiru. Zresztą było i tak za późno. Więc próbuje z czymś innym, z propranololem.

- Propranololem? Co to jest?

- Mugolski lek wykorzystywany w neurologii, podczas leczenia drżenia samoistnego.

- Chyba nie pomaga – rzucił.

- Jakoś trzeba sobie radzić.


Nie odpowiedział. Nie wiedział w sumie, co powinien odpowiedzieć. Wstał z podłogi i wyciągnął w jej stronę dłoń. Przez chwilę patrzyła na nią, jakby oceniała czy powinna, ale w końcu chwyciła ją. Stanęła naprzeciw niego, a ich spojrzenia się spotkały. Znów miał na sobie tę maskę a ona nie potrafiła wyczytać nic z jego spojrzenia.


- Kolacja stygnie – powiedział Snape, otwierając drzwi.


~*~


Siedzieli w salonie przy palącym się kominku. Hermiona co rusz machała stopą, spoglądając na pogodę za oknem. Nie chciała tu utknąć, ale wiedziała, że sieć wciąż jest zerwana, a powrót na piechotę do Londynu raczej nie wchodził w grę. Malfoy postawił na stoliku trzy parujące kubki z herbatą i zasiadł w fotelu, chwytając zielony kubek. Oczywiście zielony.


- Co tam u ciebie Granger? Co robisz w życiu? - zapytał ot, tak Malfoy.

- Mieszkam i pracuję w Londynie – również chwyciła kubek.

- A gdzie pracujesz?

- Naprawdę cię to interesuje Malfoy? - chłopak nie poczuł się urażony, spojrzał jej prosto w oczy, a ona już wiedziała, że pytał całkiem poważnie. - Jestem właścicielką księgarni.

- Zawsze cię ciągnęło do książek, co? - zażartował.

- A ty Malfoy? Co robisz? - w sumie nie wiedziała, czy chce wiedzieć, czy aż tak ją to interesowało, ale starała się być miła. Kątem oka zauważyła, jak Snape się jej przygląda.

- Kończę staż na uzdrowiciela i w przyszłym tygodniu zaczynam pracę na oddziale Św. Munga. Złożyłem również papiery do Ministerstwa o utworzenie specjalizacji psychiatrii.

- Psychiatrii? Przecież w magicznym świecie nawet nie ma takiej specjalizacji.

- No widzisz Granger, czarodzieje uważają, że choroby psychiczne w tym depresja, choroba dwubiegunowa, schizofrenia i wiele innych nie tykają nas, magicznych. Uważają, że tylko mugole się z tym zmagają, co jest ogromnym błędem. My czarodzieje jesteśmy lekko zapatrzeni w siebie i oceniamy, każdego jak bohatera, nie dopuszczając nawet myśli, że jest coś takiego jak przykładowo depresja. Nie masz pojęcia ile pacjentów zgłasza się do Munga z objawami depresji, a co oni robią? Odsyłają do domów, każą wziąć się w garść i brać eliksiry wzmacniające. Bo przecież w magicznym świecie każdy jest szczęśliwy, a ten co, nie czuje się najlepiej, na pewno wtyka palce w czarną magię. Rozumiesz ten absurd?

- Rozumiem, nie sądziłam, że jest z tym aż taki problem.

- Za tydzień będę już pełnoprawnym uzdrowicielem, ale chcę zrobić dodatkowo specjalizację z psychiatrii. Współcześni uzdrowiciele czy magomedycy jak już muszą zająć się pacjentem, po prostu wchodzą im do głów, sprawdzają ich myśli. Dla mnie to jest błąd, który powinien się zmienić. Uważam, że mugole są od nas w tym zakresie lepsi. Tam nikt nie wchodzi nikomu do głowy, tam po prostu rozmawiają z drugą osobą, stosują odpowiednie leczenie, wdrażają terapię, a jak trzeba, to korzystają z farmakoterapii. W całym magicznym świecie nie ma specjalizacji psychiatrii, w żadnych szpitalach nie ma oddziałów dla pacjentów, którzy tego potrzebują, a uwierz mi, jest ich wielu. Może uda mi się być pierwszym na świecie psychiatrą w magicznym świecie.


Hermiona siedziała i wpatrywała się w chłopaka z otwartą buzią. Co się stało? Gdzie podział się Draco Malfoy, ten arogancki dupek? Zdała sobie sprawę, że wydoroślał, zmienił się i to bardzo. Wojna każdego zmieniła, nawet jego, który wcześniej nienawidził mugoli i wszystkiego, co było z nimi związane, a teraz w jego głosie dało się wyczuć podziw i szacunek do nich. Pociągnęła dość spory łyk herbaty, wciąż wpatrując się w chłopaka.


- Zaskoczyłeś mnie Malfoy. Zmieniłeś się. Już nie jesteś takim aro...

- Aroganckim dupkiem? - dokończył.

- Coś koło tego – poczuła jak jej policzki, płoną z zażenowania.

- Każdy się zmienia, wojna chyba każdego z nas zmieniła. Też się zmieniłaś Granger, jesteś... inna.

- No widzisz, dorastamy.

- Wujek mi pomaga – Draco wskazał palcem na Snape’a, który prychnął pod nosem, chyba nie lubił jak młody arystokrata, tak się do niego zwracał. - Pomaga mi jak najbardziej zagłębić się w eliksiry, które są potrzebne w zawodzie uzdrowiciela.

- Znalazłeś najlepszego nauczyciela – odstawiła na stolik pusty już kubek, czując, że tym stwierdzeniem połechtała ego Snape’a, który rzucił jej ukradkowe spojrzenie.

- Wybacz Granger, ale muszę iść do siebie przeczytać trochę materiału, zbliża mi się ostatni egzamin – wzruszył ramionami. Potem chwycił za plik książek, które wciąż były spakowane w czarnej folii. - Dzięki za książki Granger. - i już go nie było, rozległ się hałas wbiegania na schody, a potem trzaśnięcie drzwiami.

- Malfoy złożył zamówienie? - spojrzała zdziwiona na mężczyznę.

- To ja – odparł Snape.

- Pan? - powtórzyła, pochylając się lekko w przód. - Ale jak? Po co?

- Pamiętasz, co mówił Draco o mugolach i ich praktykach leczenia chorób psychicznych? - kiedy pokiwała głową, kontynuował: Chce się uczyć u źródła, dlatego zbieram dla niego jak najwięcej materiału.

- Dlatego pan wtedy przyniósł tę książkę do księgarni, którą pożyczyła panu pani Morgan! - klasnęła w dłonie, czując jakby, odkryła coś ważnego.

- Co tu robisz właściwie Granger? - wstał, krążąc po pokoju.

- Kurier nawalił, cała centrala ma problemy techniczne, dlatego sama wzięłam zamówienie i przyjechałam tu, do Rye.

- To spory kawał drogi – zauważył Snape.

- Wiem, ale nie chciałam, aby moi klienci czekali z przesyłką, a tak naprawdę nie wiem, kiedy by się kurier zjawił – wzruszyła ramionami. - Profesorze ja muszę już wracać, jest ciemno, Krzywołap jest pewnie głodny.

- Jak chcesz to zrobić Granger? - podszedł do niej.

- Może będę próbować wracać autobusami, skoro pociągi nie jeżdżą – wzruszyła ramionami.

- Możesz zostać na noc i rano ruszyć pociągiem.

- Ja… ja nie mogę profesorze, naprawdę. Muszę być rano w księgarni, ma zjawić się projektant...

- Gdzie masz różdżkę? - spuściła wzrok, spoglądając na palący się kominek. - Gdzie masz swoją różdżkę Granger? - ponowił pytanie, podchodząc bliżej.

- Schowaną w mieszkaniu, w szafie.


Zauważyła, jak zacisnął szczękę. Przeleciało jej przez myśl, że jest na nią zły, gdzie ostatnim razem próbował jej pomóc rzucić zaklęcie, a teraz jakby się poddała, chowając magiczny kij głęboko w szafie. Snape chwycił ze stołu torebkę Granger i podszedł do niej, proponując swoje ramię.


- Chwyć mnie mocno za ramię.

- Teleportacja? - zapytała niepewnie, czując ogarniający ją stres.

- Chyba że wolisz spać na kanapie.

- Nie, nie...

- W takim razie trzymaj się mocno.


Poczuła silne szarpnięcie w okolicy pępka, a podłoga pod nią zadrżała. Czuła, że jest rzucana w czarnej otchłani, wciąż ściskając mocno ramię mężczyzny, bojąc się, że może się rozczepić. Wylądowali w ciemnym korytarzu w kamienicy. Snape chwycił szybko dziewczynę, która straciła równowagę. Złapał ją w talii, pociągając w górę. Kiedy się upewnił, że stoi już pewnie, puścił ją, jednak wciąż rzucał na nią baczne spojrzenie.


- Zapomniałam już jakie to uczucie, nie robiłam tego od dwóch lat. Mogę? - wskazała dłonią na torebkę, którą wciąż trzymał Snape. Podał jej własność, a ona po chwili wyciągnęła z niej klucze. - Wejdzie pan? - otworzyła drzwi, stojąc w progu.

- Muszę wracać Granger – odpowiedział, spoglądając w głąb mieszkania. Krzywołap słysząc dobiegające odgłosy, podbiegł pod nogę swojej pani, łasząc się stęskniony.

- Dziękuje za transport profesorze.

- Następnym razem nie przyjeżdżaj do Rye z książkami Granger, gdyby kurier znów nawalił. Zostaw je w księgarni, sam odbiorę.

- Oczywiście – poczuła jak jej wewnętrzne dziecko, dostało mocno w policzek. Zdała sobie sprawę, że była tak naprawdę przez ten cały czas nieproszonym gościem w domu Snape’a. - Trzeba było od razu powiedzieć, że nie jestem tam mile widziana – wyrzuciła z siebie, czując czerwone policzki. Snape spojrzał na nią jak na wariatkę. Zbliżył się do niej i spojrzał na nią z góry.

- Zamieniłaś się chyba mózgami ze sklątką tylnowybuchową Granger – rzucił wrednie. - Chodziło mi o to, że nie ma sensu tracić kilku godzin na dojazd do Rye tylko po to, żeby przekazać mi książki – spojrzał na jej rumiane policzki. - Chyba że chcesz mnie odwiedzić ot, tak.

- Tak samo, jak pan mnie, kiedy przerwał mi pan oglądanie filmu? - założyła ręce pod biustem, patrząc na niego buntowniczo. Wciąż o tym pamiętała, jak bezczelnie zjawił się w najlepszym momencie seansu.

- Dokładnie tak samo.


Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, rozległo się charakterystyczne pyknięcie. Korytarz był pusty. Profesora Snape’a już nie było.





~*~

Dzień dooobry! ♥


Przybywam do Was z nowym rozdziałem. Co sądzicie o pojawieniu się kolejnej postaci z magicznego świata? Draco zyskał waszą uwagę? Jestem ciekawa Waszej opinii 🤗


Nie chciałabym być taką żebrzącą Grażyną, ale jeśli zostawilibyście po sobie znak w formie komentarza, byłabym przeszczęśliwa. Widzę, że sporo osób czyta opowiadanie, a muszę się przyznać, że każdy komentarz, bardzo pobudza Panią Wenę do dalszej pracy ♥



Kolejny rozdział pojawi się już niedługo, razem z Narkotykiem, także uważnie wyczekujcie sowy! Do usłyszenia ♥



Całuję,

Jazz ♥



P.S. Za wszystkie błędy, literówki najmocniej przepraszam.